piątek, 7 lutego 2014

Rozdział 1

Niestety w wakacje niezbyt podobał mi się ich początek. Po zakończeniu roku szkolnego, ciągle miałam jakieś zwidy.
Ciągle coś mi latało przed oczami, ale pytanie w głowie to co to było? Jakaś czarna postać, na początek wakacji. Mama
z tatą wyjechali do sklepu więc musiałam sama zostać w tym nędznym domu. Często w moim pokoju miałam koszmary.
Przypominały mi one jakąś postać. Z tego co w śnie byłam w stanie zobaczyć to była wysoka i chuda. Po tych koszmarach
ciągle moje myśli mnie straszyły. Usłyszałam otwieranie drzwi. To nie możliwe by to byli rodzice ponieważ drzwi
zablokowałam. Tak skrzypiły, niewiem dlaczego. Może to było u góry u sąsiadów? Mieszkam w bloku więc może takie coś
się zdarzyło. Siedziałam więc zamknięta w pokoju na klucz. Wpatrywałam się w nie, a nagle widziałam jak klamka się
uchylała. Przestraszyłam się. Ktoś zza drzwi zaczął się dobijać do mojego pokoju. Dałam przed drzwi pufę, krzesło i łóżko
podsunęłam. Potem już wszystko ucichło. Straszenie zaczęło dawać po sobie niezbyt dobre znaki. Z tego że był jasny
słoneczny dzień, rolety miałam poodsuwane. Mogłabym je zasłonić, bo zza okna zobaczyłam cień który puka w me okno.
Teraz mnie to wszystko przerażało, bo nigdy w życiu nie widziałam takiego czegoś. W końcu moim zdaniem przyjechali
rodzice bo słyszałam mój telefon komórkowy. Byli to rodzice i powiedzieli żebym otworzyła drzwi z mieszkania. Musiałam
się odważyć bo się bałam po tych postaciach. Zawsze jak byłam mała to straszył mnie taki posąg na przedpokoju. Tym
razem przestraszył mnie do zgonu, ponieważ niechcący dotknęłam szafy i ten posąg spadł przedemną. W drodze do drzwi
wejściowych słyszałam za sobą dźwięki jakby śmiech czarownicy. Udało się. Podeszłam do drzwi i otworzyłam w końcu.
- Co tak długo? - zapytała mama ziewając. - Coś się stało? Coś ty taka przygnębiona?
- Nic, wszystko w porządku. - odparłam i pomogłam im zabrać zakupy. Przybywało mi coraz więcej myśli o tej tajemniczej
postaci.
- Powiedz prawdę! - wyrwała się mama. Nadal milczałam ale po moich oczach było widać że jestem przestraszona.
- No dobrze... - w końcu odważyłam się to tego przyznać. - Jak was nie było no to widziałam czarną postać. Była wysoka i
chuda. Coś jeszcze chcesz wiedzieć, czy to wszystko?! Może opisać kolor okna od koleżanki?!
- Nie, nie trzeba. - dogodziła mama. Nie mogłam oderwać oczu zza siebie. Ciągle oglądałam się czy nie ma tej czarnej postaci.
W końcu poszłam do pokoju i się zamknęłam jak co każdego dnia. Znowu dobiła mnie ta postać. Tym razem nie pościeliłam
łóżka, ale to nie znaczyło by do niego wchodzić spać! Gdy odkrywałam kołdrę, zobaczyłam tą postać, ale zakrwawioną jak
i moje łóżko.
- Kim jesteś?! - zapytałam wahając się. Mrugnęłam i postać zniknęła. Łóżko nadal było zakrwawione i ślady po postaci. Nagle
poczułam krwawienie z mojej ręki. Szybko poszłam do łazienki to zmyć aby mama i tata nie zauważyli.
- Dlaczego puszczasz tyle wody?! Camila, co ty tam robisz?! - z kuchni rozległ się draźliwy głos mamy. Szybko wyłączyłam
wodę i wytarłam rękę.
- Myłam ręce! Miałam brudne... - musiałam wyrwać się z prawdziwego tematu, bo ciągle mama by się wypytywała o to
wszystko. Zaczął mnie cały świat przerażać ponieważ te całe zdarzenie. Dawno jak byłam mała upodobałam sobie taki jeden
park w pobliżu domu. Postanowiłam tam pójść i ochłonąć.
- O co chodzi w tym życiu? Co za życie... - myślałam i myślałam o tej całej sytuacji. Na sąsiedniej ławce siedziała para i
rozmawiała o czymś. Ja zwykle siedziałam i myślałam o tym zdarzeniu, ale ta para mówiła tak wyraźnie i głośno że to
wszystko słyszałam.
- Wiesz Ralf. Czasami nie mam chęci do życia. Chodź do lasu. - mówiła dziewczyna z sąsiedniej ławki.
- No dobrze! I tak mnie denerwujesz, miałem ochotę cię zabić już dawno... - odpowiedział chłopak do dziewczyny śmiechem.
Nagle ją wziął za buzię i ta włosy i ją ciągnął w stronę lasu z naszego miasteczka. Te miasto zaczyna mnie straszyć. Na chwilę
zamknęłam oczy i zaczęłam myśleć ale jak je otworzyłam to zobaczyłam jakąś zakrwawioną twarz z zębami wampira.
Wstrząsnęłam głową i jeszcze otworzyłam oczy. Nikogo nie było.
- A więc takie zwidy mnie prześladują... - myślałam. - Muszę iść do innego miejsca.
Tam jednak twarz zobaczyłam tą samą. Jednak inne miejsce nie pomogło ku moim zdziwieniom. Gdy wstałam by iść się
położyć spać do domu, poczułam ukłucie w plecy. Tak to bolało, aż upadłam i zemdlałam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz