sobota, 8 lutego 2014

Rozdział 2

Jak wstałam z chodnika nikogo już nie było. Przestraszona pobiegłam do domu i niechciałam tego opowiadać rodzicom bo by
się martwili.
- Gdzieś ty była?! Co to za rana? Camila... - dopytywała się dzień w dzień mama. Chciałam to ukryć w tajemnicy, więc
milczałam. Nie mogłam tego powiedzieć bo by rodzice dostali zawału, a nie chciałabym do tego doprowadzić. W końcu
mama przesadziła i wywarzyła drzwi w moim pokoju.
- Co to za tajemnice, dziecko?! Co żesz przed nami ukrywasz, Camila... - mama dopytywała się po awanturze. Musiałam to
wyznać bo by tak była męczarnia przez całe życie.
- No cóż... - zaczęłam jak zwykle. - Dzisiaj poszłam odpocząć. No i po prostu poczułam ukłucie w plecy i zemdlałam... Już,
to wszystko?
- Tak. - odpowiedziała mama. - Tak, wiadomo... Ale co tak długo to ukrywałaś? Te twoje tajemnice!
- No bo to się zdarzyło dzisiaj! Dacie mi spokój! - rykłam a mama wyszła. Wiem, źle postąpiłam po mojej stronie, ale to już
denerwowało jak mama tak ciągle przychodziła i wszystko musiała wiedzieć. Jak narazie świat się uspokoił, ale niespodzianek
to jeszcze nie był koniec...
- Śmierć! - krzyknęła ta czarna postać co zawsze. Tym razem przestraszyłam się i ledwo wybiegłam z domu. Mama i tata za mną,
ale po godzinie drogi ich zgubiłam. Trafiłam do jakiejś wioski, tym razem niewiem jakiej. Na tabliczce pisało: "Witamy w wiosce
Demonville". Ta nazwa niezbyt mnie inspirowała, ale ktoś ją tak nazwał. Przechodząc przez nią, widziałam dużo opuszczonych
sklepów na początku, ale potem już się zmieniło. Wokół mnie było dużo sympatycznych ludzi, wszyscy do mnie mówili "dzieńdobry".
Z tego powodu że przy sobie miałam 500 zł no to postanowiłam iść do jakiegoś sklepu coś kupić bo byłam głodna jak wilk.
- Dzieńdobry, co dla pani? - ze sklepu rozległ się miły głos sprzedawczyni.
- Dzieńdobry, poproszę napój w butelce. Najlepiej niegazowany i cytrynowy. - odparłam mile.
- Proszę, 2,50 zł.
- Proszę, dowidzenia. - odpowiedziałam i wyszłam ze sklepu. Ta wioska wydawała się milsza niż zwykle. Wszystko wokół mnie było
takie miłe i spokojne. Nawet uprzejme. Widziałam wokół mnie dużo wiosennych kwiatów, kolorowych i pachnących.
Wszystko było piękne i spokojne do czasu gdy do mnie nie zadzwonił telefon. To była moja kuzynka Katherine, ale odrzuciłam bo ta
wioska była lepsza niż zwykle.
- Przepraszam, szuka pani pracy? - zapytała mnie jakaś nieznajoma pani. - Jeśli tak, oferujemy pracę na bieżąco!
- Nie, dziękuję, ja tu tylko zwiedzam. - odparłam. - Może kiedyś skorzystam.
Zaśmiałam się mile i odeszłam. Tymczasem jak u przedemną była galeria "Demonville Galery". Weszłam do niej i jaki był huk!
Cała gromada ludzi w galerii w tysiącach sklepach. Były tam różne sklepy, nawet galeria starych obrazów! Zainteresowało mnie te
pomieszczenie, gdyż tymbardziej podeszłam do lodziarni i kupiłam sobie waniliowego loda. Były włoskie i przepyszne! Najfajniej
było jak schodziłam z ruchomych schodów.
- Jak się pani czuje? - ktoś potknął się o mnie. - Widzę tu panią pierwszy raz, a to źle!
- Dobrze się czuję... - odparłam. Ten ktoś odeszedł i nierozumiałam go.

piątek, 7 lutego 2014

Rozdział 1

Niestety w wakacje niezbyt podobał mi się ich początek. Po zakończeniu roku szkolnego, ciągle miałam jakieś zwidy.
Ciągle coś mi latało przed oczami, ale pytanie w głowie to co to było? Jakaś czarna postać, na początek wakacji. Mama
z tatą wyjechali do sklepu więc musiałam sama zostać w tym nędznym domu. Często w moim pokoju miałam koszmary.
Przypominały mi one jakąś postać. Z tego co w śnie byłam w stanie zobaczyć to była wysoka i chuda. Po tych koszmarach
ciągle moje myśli mnie straszyły. Usłyszałam otwieranie drzwi. To nie możliwe by to byli rodzice ponieważ drzwi
zablokowałam. Tak skrzypiły, niewiem dlaczego. Może to było u góry u sąsiadów? Mieszkam w bloku więc może takie coś
się zdarzyło. Siedziałam więc zamknięta w pokoju na klucz. Wpatrywałam się w nie, a nagle widziałam jak klamka się
uchylała. Przestraszyłam się. Ktoś zza drzwi zaczął się dobijać do mojego pokoju. Dałam przed drzwi pufę, krzesło i łóżko
podsunęłam. Potem już wszystko ucichło. Straszenie zaczęło dawać po sobie niezbyt dobre znaki. Z tego że był jasny
słoneczny dzień, rolety miałam poodsuwane. Mogłabym je zasłonić, bo zza okna zobaczyłam cień który puka w me okno.
Teraz mnie to wszystko przerażało, bo nigdy w życiu nie widziałam takiego czegoś. W końcu moim zdaniem przyjechali
rodzice bo słyszałam mój telefon komórkowy. Byli to rodzice i powiedzieli żebym otworzyła drzwi z mieszkania. Musiałam
się odważyć bo się bałam po tych postaciach. Zawsze jak byłam mała to straszył mnie taki posąg na przedpokoju. Tym
razem przestraszył mnie do zgonu, ponieważ niechcący dotknęłam szafy i ten posąg spadł przedemną. W drodze do drzwi
wejściowych słyszałam za sobą dźwięki jakby śmiech czarownicy. Udało się. Podeszłam do drzwi i otworzyłam w końcu.
- Co tak długo? - zapytała mama ziewając. - Coś się stało? Coś ty taka przygnębiona?
- Nic, wszystko w porządku. - odparłam i pomogłam im zabrać zakupy. Przybywało mi coraz więcej myśli o tej tajemniczej
postaci.
- Powiedz prawdę! - wyrwała się mama. Nadal milczałam ale po moich oczach było widać że jestem przestraszona.
- No dobrze... - w końcu odważyłam się to tego przyznać. - Jak was nie było no to widziałam czarną postać. Była wysoka i
chuda. Coś jeszcze chcesz wiedzieć, czy to wszystko?! Może opisać kolor okna od koleżanki?!
- Nie, nie trzeba. - dogodziła mama. Nie mogłam oderwać oczu zza siebie. Ciągle oglądałam się czy nie ma tej czarnej postaci.
W końcu poszłam do pokoju i się zamknęłam jak co każdego dnia. Znowu dobiła mnie ta postać. Tym razem nie pościeliłam
łóżka, ale to nie znaczyło by do niego wchodzić spać! Gdy odkrywałam kołdrę, zobaczyłam tą postać, ale zakrwawioną jak
i moje łóżko.
- Kim jesteś?! - zapytałam wahając się. Mrugnęłam i postać zniknęła. Łóżko nadal było zakrwawione i ślady po postaci. Nagle
poczułam krwawienie z mojej ręki. Szybko poszłam do łazienki to zmyć aby mama i tata nie zauważyli.
- Dlaczego puszczasz tyle wody?! Camila, co ty tam robisz?! - z kuchni rozległ się draźliwy głos mamy. Szybko wyłączyłam
wodę i wytarłam rękę.
- Myłam ręce! Miałam brudne... - musiałam wyrwać się z prawdziwego tematu, bo ciągle mama by się wypytywała o to
wszystko. Zaczął mnie cały świat przerażać ponieważ te całe zdarzenie. Dawno jak byłam mała upodobałam sobie taki jeden
park w pobliżu domu. Postanowiłam tam pójść i ochłonąć.
- O co chodzi w tym życiu? Co za życie... - myślałam i myślałam o tej całej sytuacji. Na sąsiedniej ławce siedziała para i
rozmawiała o czymś. Ja zwykle siedziałam i myślałam o tym zdarzeniu, ale ta para mówiła tak wyraźnie i głośno że to
wszystko słyszałam.
- Wiesz Ralf. Czasami nie mam chęci do życia. Chodź do lasu. - mówiła dziewczyna z sąsiedniej ławki.
- No dobrze! I tak mnie denerwujesz, miałem ochotę cię zabić już dawno... - odpowiedział chłopak do dziewczyny śmiechem.
Nagle ją wziął za buzię i ta włosy i ją ciągnął w stronę lasu z naszego miasteczka. Te miasto zaczyna mnie straszyć. Na chwilę
zamknęłam oczy i zaczęłam myśleć ale jak je otworzyłam to zobaczyłam jakąś zakrwawioną twarz z zębami wampira.
Wstrząsnęłam głową i jeszcze otworzyłam oczy. Nikogo nie było.
- A więc takie zwidy mnie prześladują... - myślałam. - Muszę iść do innego miejsca.
Tam jednak twarz zobaczyłam tą samą. Jednak inne miejsce nie pomogło ku moim zdziwieniom. Gdy wstałam by iść się
położyć spać do domu, poczułam ukłucie w plecy. Tak to bolało, aż upadłam i zemdlałam.